KONKURS Wygraj topową myszkę dla graczy

Szokujące zbrojenia Polski

Nie uwierzycie: Polska zbroi się na potęgę. Kiedy? Teraz! Wydatki na sprzęt dla wojska poszły w górę - i to jak! - gdy tuskowy rząd wszystko inne tnie bez zmiłowania. Nie, nie zwariowałem ani nic mi się nie pomyliło. O tym, jak wojskolubna polska elita rządząca zafundowała Polakom wypasiony program zbrojeń zbrojeń w środku największego kryzysu od 70 lat, napisał najpoważniejszy europejski dziennik. Fajne, co?

Tego, że Polska szykuje się do "największej w swojej historii podwyżki wydatków na sprzęt wojskowy, wyłoży 43 miliardy dolarów w ciągu dekady” nie dowiadujemy się od polskich polityków - bez znaczenia, czy w opozycji czy w rządzie. Wszyscy ci krzykliwi mądrale solidarnie nabrali wody w usta. Co gorsza, nie zająknęły się o tym też polskie media: i te zwykłe, i etosowo "niepokorne", te z dziennikarstwem inaczej, które dają własnych redaktorów na okładki. Cytowane zdanie pochodzi z The Financial Times.

A niniejszy wpis jest rozwinięciem mojego felietonu w bieżącym wydaniu Przekroju.

Artykuł w FT napisał Jan Cienski, korespondent tego dziennika (szacun!). Warszawa zapachniała łatwym szmalem: tuzy przemysłu zbrojeniowego z Europy, USA i Izraela, pisze, już wydeptują do nas ścieżki. Polska jest jednym z niewielu krajów unijnych, gdzie w kryzysie nie tnie się wydatków na wojsko. I jedynym, gdzie rosną one tak potężnie.

Rząd planuje wydać, bagatela!, 140 miliardów złotych na nowiutki system obrony przeciwrakietowej (ulubiona zabawka Pana prezydenta, który co prawda wąsik zgolił, ale zamiłowanie do wszystkiego co szczela widać starego myśliwego my nie opuszcza); na nowe okręty, samoloty zwykłe i bezzałogowe, helikoptery, czołgi oraz na broń dla żołnierzy. Polskie wydatki „na obronność” wyniosą tylko w tym roku 31 miliardów złotych. A to stanowi szokujący, bo aż 7 procentowy, wzrost w stosunku do 2012!

Ta bonanza dla Ministerstwa Obrony Narodowej odbywa się w czasie, gdy gospodarka spowalnia prawie do zera i a VAT podskoczył do europejskich stanów wysokich; gdy minister zdrowia głodzi szpitale i brutalnie dusi wydatki na leki, włącznie z onkologicznymi i innymi ratującymi życie; gdy szef resortu finansów i wicepremier ogłasza że kraju nie stać na nowoczesny system emerytalny i wyciąga łapkę po oszczędności obywateli; gdy rząd skąpi pieniędzy na łagodzenie skutków katastrofalnego bezrobocia; gdy rodzice nie chcą dawać maluchów do żałośnie nieprzygotowanych szkół; gdy policja zmienia jazdę po nieukończonych polskich drogach w koszmar, bo nakazano jej za wszelką cenę zasilać budżet pieniędzmi z mandatów – przykłady drastycznych oszczędności i fiskalizmu można mnożyć.

Ale na wojsko forsa musi się znaleźć, czyż nie tak? Jak za sanacji, gdy namolnie zbierano wdowi grosz na karabiny maszynowe do taczanek i samoloty bombowe Łoś. Nie ma takiego poświęcenia, jakiego nie zrobimy dla Ojczyzny, prawda?

A pamiętacie ile nam to dało, gdy na Europę spadł czarny świt wojny?

Może w tej chwili mamy lepszy plan obronny, jakiś naprawdę dobry pomysł na przetrwanie w niestabilnym świecie. Choć nic mi szczegółowiej o tym nie wiadomo. Media nie zaprzątają takimi nudziarstwami naszych pięknych polskich głowek, mamy transfer Lewandowskiego. A gen. Koziej, choć jest prezydenckim ekspertem od tego właśnie i ciągle podziwiamy go różnych tefałenach, o wstrząsającym masterplanie na który warto wydać półtorej setki miliardów, skromnie milczy. W ostatnim wywiadzie jaki z nim czytałem (bodajże w Rzepie), opowiadał tylko bezpieczne komunały.

Nie mam portek z lampasami i na pewno nie jestem ekspertem w te klocki, ale powiem szczerze: sam fakt, że zaczęliśmy topić forsę w prawie wszystko, jak leci, od okrętów wojennych przez rakiety, drony, sprzęt dla "specialsów" po staroświeckie czołgi, wydaje mi się podejrzany. Bo to sugerowałoby, że żaden wielki błysk myśli ssss-sstrategicznej za tymi szaleńczymi wydatkami raczej się nie kryje. Choćbyśmy pękli i całkowicie przestali finansować cywilów, na każdym wojskowym polu nie będziemy mocni. Na litość, jesteśmy tylko średnio zamożnym, 38-milionowym krajem! Nie cholernym supermocarstwem, jak Stany, Rosja czy Chiny.

Jeszcze jeden drobiażdżek: dlaczego mamy wierzyć, że nagle, ni z gruchy, ni z pietruchy, polska administracja rządowo-wojskowa nauczyła się sensownie wydawać duże pieniądze? Zieleni kładą łapy na 140 miliardach złotych pochodzących z podatków obywateli! Ci sami wojskowi już nam zafundowali najdroższą korwetę świata, nigdy nie ukończoną. Rząd Tuska słabiusieńko radzi sobie ze zwykłymi kontraktami na budowę autostrad, ministrowie od lat nie potrafią zbudować głupiego wiaduktu na Śląsku. Poprzednie ekipy pozwoliły zachodnim rekinkom oskórować nieszczęsnych emerytów przy okazji budowy systemu OFE, itd., itp.

Nie oszukujmy się: wciąż jesteśmy ciency. Dopiero uczymy się sztuki zarządzania dużymi, skomplikowanymi projektami. A doświadczenia innych krajów, ze Stanami włącznie, podpowiadają że zamówienia dla wojska są najeżone najpaskudniejszymi pułapkami ze wszystkich. Zbrojeniówka to biznesowa dzielnica czerwonych latarni: chwila nieuwagi, najdrobniejszy błąd w kontrakcie i masz miliardy w plecy. Cwaniaki liczą ci tysiąc dolców za młotek, potraja się koszt budowy submaryny, myśliwiec nowej generacji psuje się częściej niż samochód syrena…

Przedstawiciele rządu opowiadają reporterowi The Financial Times że mają nadzieję wydatkami na zbrojenia wzmocnić nasz przemysł i poprawić koniunkturę przemysłową w kraju. Ja nie miałbym takiej nadziei, bo te założenia idą w poprzek unijnej polityki. Unia niestety chce, żeby zamówienia na strzelające zabawki były rozstrzygane wyłącznie na podstawie kryterów ceny i jakości. Względy narodowe są be, Brukselska biurokracja marzy o stworzeniu pan-europejskej zbrojeniówki, która mogłaby by konkurować ze Stanami.

Nie wiem jak wy, ale ja czuję, że to wszystko nie może się udać. Nasi wysoko postawieni miłośnicy wojska po cichu robią nas, obywateli w konia. Monstrualnie. Damy się?
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
WojskoRządFinanse
Skomentuj