O glinach i politykach

To nie ma być blog o policji ani o drogach, w każdym razie nie wyłącznie. Jednak policja i drogi nie chcą się ode mnie odczepić, jak pszczoła wplątana we włosy. Gdyby ekipa Tuska rozumiała, ile sobie nagrabiła - i codziennie nadal grabi - u wyborców, którzy są kierowcami, pewnie złapaliby się za głowy. Ale ci chłopcy nie rozumieją już nic, stracili polityczny instynkt. Maskowanie fiskalizmu i prostackich policyjnych represji sloganami o poprawie bezpieczeństwa nie ujdzie płazem żadnemu rządowi.

Zamierzałem napisać o fantastycznym ekonomiście, którego eseje warto śledzić w sieci - ale zdarzyło mi się wracać autem z wypadu na południe Polski. I pod Warszawą znów się zagotowałem. Brian Domitrovic poczeka, sorry.

W miejscowości Kołbiel, gdzie z mocno uczęszczaną szosą na Lublin krzyżuje się droga na Góre Kalwarię, pełniąca prowizorycznie rolę czegoś w rodzaju południowej obwodnicy stolicy, jacyś mądrzy inaczej pobudowali rondo bez świateł. Takie rozwiązania sprawdzają się na sennych osiedlowych uliczkach, bo na rondzie nie trzeba kombinować: kto jest na, ma pierwszeństwo, reszta czeka. W takich krajach jak nasz, gdzie znacząca liczba kierowców intelektualnie nie dźwiga wyzwań na zwykłych skrzyżowaniach, jest to praktyczne. Ale przepustowość nie jest jedną z zalet rond, dlatego w miejscach o wysokim natężeniu ruchu, jak np. Marszałkowska-Jerozolimskie, ronda są wyposażone w światła.

"Elementary, Watson" - ale nie dla mazowieckich, pożal się Boże, inżynierów ruchu. I nie dla niebieskich. W Kołbieli, jak się rzekło, świateł brak i co weekend robią się tam apokaliptyczne korki. W przedweekendowy piątek nie było inaczej. Od strony Warszawy ogonek aut ciągnął się przez wiele kilometrów. Na moje oko, jak nic półtorej godziny męki. Mijałem tego żelaznego węża, na swoje szczęście, z przeciwnego kierunku. Gdy wreszcie się skończył, przez kilometr czy dwa nie działo się nic - a potem kogóż to widzą moje niebieskie oczy, zgrabnie schowanego za krzaczkiem? Patrol drogówki. Stoją "funkcjonariusze" i suszą, żeby karać mandatami nieszczęśników, którzy właśnie zdołali wydostać się z niemożliwie zapchanej stolicy i za chwilkę utkną w kolejnym megakorku.

Minister Sławomir Jaki-Mam-Dziś-Zegarek Nowak twierdzi, że kierowcy co chcą za szybko to mordercy i że pod rządami Platformy nie będzie dla nich litości. Ale mnie się wydaje, że taka policja drogowa, która łupi mandaty zamiast przejąć kontrolę na zapchanym rondzie, i pomóc tysiącom ludzi wydostać się z koszmaru, zasługuje tylko na to żeby ją rozwiązać. Tak zachowuje się armia okupacyjna, nie siła pilnująca porządku, chroniąca obywateli w demokratycznym państwie.

Zwierzchnicy tej policji i politycy, którzy wyznaczają jej zadania, nie zasługują na to, żeby rządzić. Przekonamy się po najbliższych wyborach czy tylko ja myślę w ten sposób. Moim zdaniem stratedzy Tuska popełniają gruby błąd prowokując w taki sposób wyborców.
Trwa ładowanie komentarzy...